. . . . . . . . . . . . . .

Syn Staszka wrócił z wojska i Staszek zaczyna szukać mu kandydatki na żonę. Poszedł do sąsiedniej wsi, a gdy wrócił, oznajmia synowi:
- Znalazłem ci narzeczoną.
- Ładna?
- Jeszcze jak! Żebyś ty widział, jak szybko potrafi widłami słomę zrzucić z furmanki!
. . . . . . . . . . . . . .
W Wielkanoc chłop wchodzi do stodoły i mówi do krowy:
- Mećka, powiedz coś!
- Nic z tego! Ja mówię tylko w Wigilię.
. . . . . . . . . . . . . .
Spotyka się dwóch sąsiadów. Jeden mówi:
- Czy ty wiesz Franek, że moja świnia mówi po francusku?
- Chyba jesteś pijany, albo zwariowałeś!
- Nie wierzysz? To założymy się!
Sąsiedzi poszli do chlewu do świni mówiącej po francusku. Jej właściciel pyta:
- Kaśka, umiesz mówić po francusku?
Świnia nic. Wtedy chłop ją kopnął, a świnia:
- Łi, łi, łi!
. . . . . . . . . . . . . .
Program otwarcia pewnej wystawy rolniczej przedstawiał się tak:
godz. 11.00 - przyjazd nierogacizny i bydła nierogatego.
godz. 12.00 - przybycie zaproszonych gości.
godz. 13.00 - wspólny obiad.
. . . . . . . . . . . . .
Antek z sąsiadem postanowili zważyć świnię. Ponieważ nie mieli wagi ani odważników, na duży kamień położyli długą deskę. Na jedną stronę deski wprowadzili zwierzę, a na drugą zaczęli kłaść kamienie, aż do uzyskania równowagi. Gdy im się to udało, Antek rzekł zadowolony:
- W porządku! Teraz tylko trzeba zgadnąć, ile ważą te kamienie!
. . . . . . . . . . . . . .

Wezwal gospodarz weterynarza do chorej krowy. Gdy ten przyjechal, kazal chlopu patrzec pod ogon, sam zas zaglada do pyska:
- Czy pan mnie widzi?
- Nie.
- To pewnie bedzie skret kiszek.
. . . . . . . . . . . . . .

"No to po małym" - powiedział rolnik wyciągając jądra z sieczkarni.
. . . . . . . . . . . . . .

W Wielkanoc chłop wchodzi do stodoły i mówi do krowy:
- Mećka, powiedz coś!
- Nic z tego! Ja mówię tylko w Wigilię.
. . . . . . . . . . . . . .

Srodek lata, poludnie, skwar. Droga jedzie woz, ciagniety przez konia. Na wozie gospodarz, obok biegnie pies gospodarza.
- Co za upal! - wzdycha glosno gospodarz.
- Okropny! - zgadza się pies.
- O rety! - dziwi się gospodarz. - Do dzis nie wiedzialem, ze umiesz mowic!
- Ja tez nie wiedzialem! - dodaje kon.
. . . . . . . . . . . . . .

John mieszkal na farmie lezacej na kompletnym odludziu, o kilkanascie mil od najblizszej siedziby czlowieka. Pewnego razu postanowil zrobic porzadki w swym ogrodzie. Ale nie mial sekatora, wybral się wiec po niego do swojego najblizszego sasiada. Poniewaz dzielil go od niego szmat drogi (John szedl piechota) facet z nudow zaczal po drodze kombinowac jak to bedzie gdy juz dojdzie do kumpla...
"Ja powiem "czesc" a on się zapyta co mnie sprowadza. Wiec powiem mu, ze chce pozyczyc sekator. On się pewnie zapyta po co mi sekator. Wiec ja mu powiem, ze to nie jego interes. No to on powie, ze jak sekator jest jego to chce wiedziec po co go pozyczam. Wiec ja jemu powiem..."
No i John poklocil się sam z soba. I gdy po paru godzinach dotarl do celu to az się gotowal ze zlosci. Zalomotal piescia w drzwi. Sasiad otworzyl.
- O, czesc stary! Co cie sprowadza?
- W DUPIE MAM TWOJ SEKATOR!!! - wrzasnal John i zawrocil do domu.
<< Start < Poprzednia 1 2 3 4 5 Następna > Ostatnia >>




Działy serwisu